5/25/2014

Prezent dla Alex

Bo najpiękniejszy prezent to obecność...

23.03.2015

Był to jeden z tych spokojnych dni w Hogwarcie.
Victoire siedziała przy stole Gryffindoru i jadła śniadanie.
Długie blond włosy spływały jej na plecy, a niebieskie oczy patrzyły wesoło na świat, nie miała w sobie tej wyniosłości do jej matka Fleur, dorastanie w domu Weasleyów nie pozwalało na to. Jednak tak samo jak matka była bardzo popularna za względu na urodę jak i rodzinę, czyli sławnych Weasleyów jak i powinowactwo z Harrym Potterem. Przez to cała szkoła wiedziała o jej życiu prywatnym. Ostatnio powiedziała w wielkiej tajemnicy Lily Potter, o tym, że podoba się jej sposób ubierania Jamesa Pottera, a na drugi dzień połowa chłopców była właśnie tak ubrana.
Victoire szczerze tego nie znosiła.
-Hej, Vicky! - uśmiechnął się jasny blondyn siadając koło niej.
Zmroziła go wzrokiem, choć widziała go po raz pierwszy w życiu, on zawsze zmieniał postać.
-Nigdy nie mów do mnie Vicky, Edwardzie Remusie Lupinie – warknęła.
-Ależ Victoire, co jest złego w tym skrócie? Taki śliczny, wdzięczny, nie to co Victoire.
-Edwardzie...
Skrzywił się, a jego włosy przybrały ciemny kolor.
-No dobra, Victoire, nie chciałem, ale mogłabyś być dla mnie milsza.
-Z jakiej okazji? - uniosła jasną brew.
-Moich urodzin! - wyszczerzył się Teddy.
-Aleś ty stary!
-No dzięki – mruknął - wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć. Nikt mi od rana nie złożył życzeń.
-Oj, Teddy – uśmiechnęła się – przecież to nie tak, że nikt nie pamięta...
-Bo nikt nie pamięta! - oburzył się.
-Jest siódma rano, o tej godzinie mało kto pamięta o urodzinach – powiedziała rozbawiona Victoire.
Teddy zrobił minę zbitego psa.
-Ale to siedemnaste urodziny, te wyjątkowe.
Dziewczyna spoważniała. Teddy zawsze był smutny jak wspominał urodziny. Zawsze brakowało mu rodziców. Choć był kochany przez babkę Andromedę, rodzinę Potterów i całą gromadę Weasleyów, to zawsze był sierotą i to nigdy się nie zmieniło. Owszem, Harry był dla niego ogromnym wsparciem i poświęcał mu dużo czasu, był dla niego prawie jak ojciec, alt to zawsze było prawie... prawie miał rodzinę.
-Teddy – powiedziała cicho, łapiąc go za rękę – dostaniesz furę prezentów i życzeń, sowy są pewnie w drodze.
-Chciałbym zobaczyć rodziców – wyszeptał Teddy – nie tylko na zdjęciach.
Victoire przytuliła go, a raczej przytuliła się do niego, ponieważ Teddy był od niej w wiele większy.
-Zobaczysz. Obiecuję.
Us cisnęła go mocno i wybiegła z Sali.
Teddy został sam, czują, że te urodziny będę paskudne.

xxx

-Teddy! Teddy! - usłyszał krzyk na korytarzu.
Było już późno po kolacji.
Tak jak przewidziała Victoire dostał mnóstwo prezentów i życzeń od przyjaciół, znajomych i dalszej rodziny. Nawet nauczyciele byli dla niego mili. Neville nie dał mu pracy domowej, a profesor Flitwick dał jego domowi 50 punktów za to, że podniósł książkę, która zupełnym przypadkiem upadła właśnie pod jego nogi z biurka nauczyciela.
-Teddy! - stanęła przed nim zdyszana Victoire – mam dla ciebie prezent.
Uśmiechnął się.
-Nie musiałaś.
-Ale chciałam. Chodź.

xxx

-Co my tu robimy? - zdziwił się, gdy stanęli przed gabinetem dyrektorki.
-Dajemy ci prezent – uśmiechnęła się podekscytowana – Dumbledore- rzuciła do gargulca.
Weszli po kamiennych schodach.
W gabinecie czekał na niech Harry z McGonagall.
-Pani profesor – skinął jej głową Teddy.
-Cześć, Teddy – uśmiechnął się Harry.
-Cześć, Harry.
-Najlepszego z okazji urodzin – Harry objął na chwilę chrześniaka.
-Dzięki – mruknął zadowolony Lupin – co robisz w zamku?
-Daję ci prezent – powiedział Harry – Minerwo...
-Tak, oczywiście – mruknęła i wyszła z gabinetu.
-Chciałem, żeby przy tym nie było nikogo, ale Victoire się uparła – powiedział Wybraniec.
-Nie na sprawy – uśmiechnął się spokojnie Teddy.
Harry wyciągnął z kieszeni małą fiolkę i podszedł do myślodsiewni, która stała na biurku. Wlał zawartość do środka.
-Wpadniesz? - uniósł brew, patrząc na chrześniaka.
-Co to jest?
-Moje wspomnienie – powiedział spokojnie Harry – jest krótkie, ale...
-Nieważne – przerwał mu Lupin – chcę je zobaczyć.
Harry wskazał mu bez słowa misę.
Teddy podszedł do niej, odetchnął głęboko i pochylił się.

#wspomnienie#

Ktoś załomotał w drzwi frontowe. Wszystkie oczy zwróciły się w tym kierunku. Fleur
wybiegła z kuchni, przerażona. Bill zerwał się, celując różdżką w drzwi, Harry, Ron i
Hermiona zrobili to samo. Gryfek po cichu wśliznął się pod stół.
- Kto tam? - zawołał Bill.
- To ja, Remus John Lupin! - odpowiedział głos, przekrzykując wiatr, a Harry’ego
przeszył dreszcz strachu.
- Jestem wilkołakiem, mężem Nimfadory Tonks, a ty, Strażniku Tajemnicy Muszelki,
podałeś mi ten adres i powiedziałeś, że mogę się tu zjawić w razie nagłego wypadku!
- To Lupin - mruknął Bill, podbiegł do drzwi i otworzył je.
Lupin wpadł do środka, potykając się o próg. Otulony podróżną peleryną, był blady jak
kreda, z siwiejącymi włosami potarganymi przez wiatr. Wyprostował się, rozejrzał po pokoju,
a potem krzyknął:
- To chłopiec! Daliśmy mu na imię Ted, po ojcu Dory!
Hermiona wrzasnęła.
- Co...? Tonks... Tonks urodziła?!
- Tak, tak, urodziła ślicznego chłopaczka! - zawołał Lupin.
Rozległy się okrzyki radości i westchnienia ulgi. Hermiona i Fleur piszczały:
„Gratulacje!", a Ron powiedział: „Kurczę, dziecko!", jakby po raz pierwszy w życiu o czymś
takim usłyszał.
- Tak... tak... chłopiec - powtarzał Lupin, wyraźnie wciąż oszołomiony swoim
szczęściem.
Obszedł stół i uściskał Harry’ego, jakby to, co się wydarzyło w suterenie domu przy
Grimmauld Place, nigdy nie miało miejsca.
- Zgodzisz się być ojcem chrzestnym? - zapytał.
- J-ja? - wyjąkał Harry.
- No ty, oczywiście... Dora się zgadza... a kto by był lepszy...
- Ja... tak... o kurczę...
Był wzruszony, zdumiony i uradowany, nie bardzo wiedział, jak się zachować. Bill
pobiegł po wino, a Fleur zaczęła namawiać Lupina, by spełnił z nimi toast.
- Nie mogę zostać dłużej, muszę wracać - powiedział Lupin, promieniując dumą i
radością, wyraźnie odmłodzony. - Dziękuję ci, Bill, dziękuję.
Bill napełnił już winem puchary, wszyscy wstali i wznieśli je w toaście.
- Za Teda Remusa Lupina! - powiedział Lupin. - Za wielkiego czarodzieja in spe!
- Jaki on wygląda? - zapytała Fleur.
- Ja uważam, że jest podobny do Dory, a Dora, że do mnie. Włosów wcale nie ma za
dużo. Jak się urodził, były czarne, ale przysięgam, że po godzinie zrobiły się rude. Jak wrócę,
pewnie będą już jasne. Andromeda mówi, że Tonks też włosy zaczęły się zmieniać w tym
samym dniu, w którym się urodziła. - Wypił do dna. - Och, no dobrze, jeszcze tylko jeden -
dodał, gdy Bill podszedł do niego z butelką.
Wiatr wstrząsał małym domkiem, ogień wesoło trzaskał w kominku, a Bill już otwierał
następną butelkę wina. Nowina, którą przyniósł Lupin, podniosła wszystkich na duchu,
wyrwała na chwilę ze stanu oblężenia: pojawienie się nowego życia podziałało na nich jak łyk
Ognistej Whisky. Tylko goblin nie brał udziału w ogólnej radości i po chwili bez słowa
wymknął się do sypialni, którą teraz zajmował sam jeden. Harry myślał, że tylko on to
zauważył, póki nie spojrzał na Billa odprowadzającego wzrokiem goblina, który wchodził na
schody.
- Nie... nie... naprawdę muszę już wracać - oświadczył w końcu Lupin, odmawiając
kolejnego pucharu wina. Wstał i owinął się peleryną. - Do widzenia, do widzenia... za parę
dni postaram się przynieść wam trochę zdjęć... wszyscy tak się ucieszą, jak im powiem, że z
się wami widziałem...
Wyściskał kobiety, wymienił uściski dłoni z mężczyznami i z uśmiechem na ustach
zniknął w ciemnościach nocy.
- Harry, będziesz ojcem chrzestnym! - powiedział Bill, gdy weszli do kuchni, żeby
pomóc posprzątać ze stołu. - To wielki zaszczyt! Gratuluję!*

#koniec#

Gdy Teddy odzyskał kontakt z realnym światem, nikt się nie odezwał. On sam miał w oczach łzy. Jak ślepiec i to, taki który ma problem z poruszaniem się, podszedł do Victoire i mocno ją uścisnął.
-Dziękuję, Victoire – szepnął – dziękuję, że dałaś mi rodziców.
-Cała przyjemność po mojej stronie – uśmiechnęła się smutno.
-Harry – Teddy spojrzał na ojca chrzestnego znad ramienia Victoire i głos mu się załamał.
-Rozumiem – uśmiechnął się łagodnie – idź.
Lupin wypadł z gabinetu szybciej niż pocisk.
-Zostawię ci to wspomnienie, Victorie – powiedział Harry – daj mu je później.
-Oczywiście, wujku.

xxx

1.09.2017, peron 9 i 3/4

-Teddy, ja naprawdę nie chcę jechać – mruknęła niezadowolona Victoire.
-Mała, musisz skończyć szkołę – uśmiechnął się z czułością Teddy.
-Ale ciebie tam nie będzie – to był jej ostatni argument jaki wymyśliła, by nie jechać do Hogwartu.
-Za rok wrócisz, zobaczysz minie – pocieszał ją Lupin, burząc jej idealną fryzurę
Walnęła go w ramię.
-Wiesz, że tego nienawidzę.
-Wiem – zaśmiał się, obejmując ją w talii.
-Będę za tobą tęsknić – szepnęła w jego szyję.
-Będę pisać – obiecał.
-Nie chcę jechać – powtarzała uparcie Victoire.
Teddy pocałował ją krótko.
-Ooooch!
Odskoczyli od siebie.
Przed nimi stał James Potter.
-Co wy robicie?! - zawołał zaskoczony.
-Odprowadzam Victoire na pociąg, nie widać? - syknął Teddy.
-Ale wy...
-Zjeżdżaj, młody! - warknęła dziewczyna.
James obrócił się na pięcie i odszedł.
-To się rozniesie – zachichotał Teddy.
-I tak by się rozniosło – wzruszyła ramionami.
-Idź, mała – wymruczał Teddy, uścisnął ją i odszedł.
Nie pozostało jej nic innego jak wsiąść do pociągu i zabić Jamesa Pottera.

~*~*~*~

* - fragment HP i Insygnia Śmierci

Witam!

wiem, że zazwyczaj piszę Dramione, ale ta miniaturka jest pisana na zamówienie dla Alex z dwóch z właściwie trzech powodów.

Po pierwsze, bo Alex ma swoje święto dzisiaj/wczoraj.
Kochana, zdrowia, szczęścia, miłości, powodzenia na studiach i weny oraz gorące internetowe uściski od Nox
Po drugie, bo Alex jest krzesłem, a nie taboretem.
Słońce, ostatnia rozmowa była naprawdę dla mnie tym oparciem, którego potrzebowałam, dziękuję.
Pa trzecie, bo Alex zakochała się w tym paringu.
Dziadku, wiem, że to nie jest to o czym marzyłaś, ale dopiszę do tego w spokojniejszych czasach drugą cześć.

Obie są/ będą for you <3

mam nadzieję, że choć trochę Ci się spoboda.

A reszcie może może tez przypadnie do gustu :)

zapraszam do komentowania i na siódmy rozdział na Nox

buziam,
MN